piątek, 2 stycznia 2015

Wszyscy mają kredę mam i ja :D

Witam Was serdecznie w Nowym Roku! Dziękuje ślicznie za wszystkie życzenia - jest mi bardzo miło! Szczerze mówiąc właśnie niedawno doszłam do siebie po sylwestrowej zabawie, więc możecie się domyślać, że była udana :)
Ale do rzeczy - skusiłam się na kredę koloryzującą do włosów firmy Marion. Ciekawe jesteście jak się u mnie sprawdziła? Jeżeli tak - zapraszam dalej :)

Kilka słów od producenta i sposób użycia:


Opakowanie moim zdaniem jest dobrze przemyślane, nie musimy się bać, że nam się otworzy w torebce, bo jest zabezpieczone plastikową ramką.
 Ramkę tę bardzo łatwo się zsuwa i nasuwa.
 Po otwarciu kreda wygląda troszkę jak róż do policzków. zabezpieczona jest gąbeczką.
 W trybie makro prezentuje się tak:
 Pachnie jak - kreda (przypomniały mi się czasy szkolne :)

Efekt na rudych włosach mojej mamy wyglądał tak:

 Ja z kolei "zafarbowałam" jedynie końcówki (coś w stylu ombre) i jedno pasemko, które utrwaliłam lakierem :)

Podsumowując: Kreda, jest umieszczona w bardzo wygodnym opakowaniu. Jej aplikacja jest banalnie prosta. Nie zauważyłam aby brudziła ubrania (aplikuje się ją na wierzchnią część włosów). Jednak istnieje takie ryzyko, bo łapki udało mi się ubrudzić ;)
Kreda jest dostępna w 6 ciekawych kolorach.
źródło
Daje matowe wykończenie Jest dobrze widoczna zarówno na ciemnych jak i jasnych włosach. Niezabezpieczona lakierem do włosów kreda z moich końcówek szybko znikła. Ale pasemko utrwalone lakierem zostało ze mną dłużej. Myślę, że kreda na włosach utrwalona lakierem, przetrwa całą imprezę, ze tym że jej intensywność będzie stopniowo się zmniejszać. Po nocy, kredę było jeszcze widać na moich włosach (co mnie zdziwiło. bo myślałam że zupełnie zniknę) oczywiście widoczna była znacznie mniej intensywnie niż po aplikacji.
Opakowanie wystarczy na kilka aplikacji cena: 9,50 zł.

Jutro również uzupełnię mój sylwestrowy post :)

Próbowałyście już tej kredy? 
Można ją u Was kupić stacjonarnie?