Pozytywna, sielska energia - z wizytą na grządkach


Cześć Dziewczyny. To już środek tygodnia, a jak to mówią "środa minie tydzień zginie". Dziś przychodzę do Was z wpisem ku pokrzepieniu serc, inspiracją i z masą pozytywnej energii, która spokojnie wystarczyć Wam do końca tygodnia :)


Chcę w dzisiejszym poście podzielić się z Wami kawałkiem mojego świata, mojej obecnej rzeczywistości. Jeszcze do niedawna mieszkałam w niespełna 200 tys. mieście i jedyny "ogródek", na który mogłam sobie pozwolić znajdziecie w TYM poście. Chwili obecnej mieszkam na wsi z moim mężem jesteśmy niecały rok po ślubie. Jako dziecko które pierwsze 13 lat spędziło w bloku (na szczęście rodzice w okresie wakacyjnym pokazywali mi kawałek świata) zupełnie nie znałam prac ogrodowych itp. Nie zrozumcie mnie w tym miejscu źle. Bardzo dobrze wspominam moje dzieciństwo, zarówno przesiadywanie na trzepaku, zabawę w chowanego i berka, grę w siatkówkę, gumę i wiele innych. Grządki odwiedzałam przy okazji wizyt u babci i dziadka na działce ale wtedy głównie wspinałam się po drzewach. W momencie gdy rodzice wybudowali dom wzbraniałam się od prac w ogrodzie (wolałam zajmować się domem), a gdy przyszedł czas pojechałam na studia do większego miasta (...). W chwili obecnej przyszło mi mieszkać na wsi. Oczywiście nikt mnie do tego nie zmuszał był to mój własny wybór z którym dobrze się czuje. Postanowiłam w tym roku po raz pierwszy stanąć przed wyzwaniem zorganizowania i uprawy własnych grządek. I powiem Wam w tajemnicy, że praca na grządkach przypadła mi do gustu, z przyjemnością chodzę na nie - wyrywać chwasty, podlewać czy nawet zbierać ślimaki...

Poniżej niektóre z moim uprawnych sukcesów. Ciekawe czy wszystkie roślinki jesteście w stanie rozpoznać?




Słyszałam niedawno, że ten kto kilka razy w tygodniu pracuje na grządkach żyje dłużej. Coś w tym może być. Moja babcia Ola przekroczyła już dobrze 80 lat, a cieszy się dobrym zdrowiem i nie zażywa żadnych leków. Pracę w ogródku warzywnym zaprzestała już kilka lat temu ale wciąż pielęgnuje małą rabatkę kwiatów.

Jeżeli nie macie możliwości prowadzić własnych grządek polecam Wam zasiać w doniczce np. pietruszkę, miętę, melisę czy bazylię (chociaż ta ostatnia jest dość kapryśna).

Na wsi na prawdę jest pięknie, a u nas to wyjątkowo cichutko i spokojnie.